niedziela, 9 marca 2014

Chciałbym serdecznie polecić fanfiction mojej koleżanki, przy którym pomagam. Wykorzystuje tam swoje pomysły i na nim się skupiam. Jest naprawde dobrze pisane, a fabuła jest zupełnie inna niż wszystkie. 
Gorąco zapraszam. 
 Tutaj zwiastun fanfiction, który zrobiłam

czwartek, 6 marca 2014

Rozdział drugi.

Ostatnia lekcja, nauczycielka strasznie przynudzała, a ja myślałam tylko o tej sytuacji na chemii. Co on miał na myśli, mówiąc mi, że tu jest niebezpiecznie? Może chciał mnie ostrzec? Przekazać mi w ten sposób żebym była ostrożna? Nie to odpada, niby po co miałby się mną przejmować, przecież w ogóle mnie nie zna. No i dlaczego on do cholery usiadł akurat obok mnie, było troche wolnych miejsc. Nawet nie znam tego chłopaka, a już mam tyle pytań. 
- Alex, a Ty  co myślisz o zachowaniu Romea? - nauczycielka wyrwała mnie z moich rozmyśleń. Nie była sympatyczna, była zupełnym przeciwieństwem tego słowa. Na moje oko miała z jakieś 50 lat i słyszałam, że wciąż nie ma męża, co mnie w sumie nie dziwi. W każdym bądź razie wiele o niej słyszałam i nie były to miłe rzeczy. 
- Ja, ja sądze, że był bardzo... odważny. - kompletnie nie wiedziałam co mam powiedzieć przez to, że nie uważałam,nie wiedziałam o co chodzi. Ale nauczycielka o dziwo mi odpuściła, tylko pokręciła głową i znalazła sobie inną ofiare. Poczułam wibracje sygnalizującą, że dostałam sms'a, szybko wyjęłam telefon i zobaczyłam, że jest on od Charlotte, która siedziała przede mną i patrzyła na mnie dziwnym wzrokiem. 
"Gadałaś z Justinem?" Skąd ona o tym wie? No tak to Charlotte,ona wie wszystko. Szybko odpisałam krótkie "tak" mając nadzieje, że da mi spokój, ale jednak się myliłam,bo po niecałej minucie dostałam odpowiedź.
"Lepiej bądź ostrożna Alex." Co to do cholery miało znaczyć? Czy ona mnie właśnie ostrzegła przed Justinem? Przecież nie może być aż tak źle. Zadzwonił dzwonek, więc wszyscy wybiegli z klasy tak szybko, jak tylko to było możliwe. Szybko wyszłam z klasy, niepotrzebne książki wsadziłam do szafki, wyszłam ze szkoły i zmierzałam w strone parkingu odczytując wiadomość od mamy. Poczułam, że na kogoś wpadłam i z wyraźną paniką w głosie kilkakrotnie go przepraszałam. Podniosłam wzrok i zobaczyłam, że to Justin. 
- Uważaj jak chodzisz jasne? -  rzucił chamsko, a jego oczy momentalnie pociemniały. Musze przyznać, że zaczynam się go bać. Myślałam, że zaraz mnie uderzy. Szedł teraz prosto na mnie, aż uderzyłam plecami o ściane. Naprawde się go bałam co chyba zauważył, bo przybliżył swoją twarz do mojej i wyszeptał tylko: 
- Boisz się? To bardzo dobrze. - i odszedł, a ja stałam tam jak sparaliżowana. Zaczynam myśleć, że Charlotte miała racje. Normalny człowiek po prostu przyjąłby przeprosiny i poszedł dalej w swoją strone, ale obawiam się, że Justin do takich ludzi nie należy, a szkoda. Jest cholernie przystojny ale sprawia wrażenie tajemniczego i niebezpiecznego co w pewnym sensie jest nawet pociągające ale do pewnych granic. Odpaliłam silnik i nim się zorientowałam parkowałam już pod domem. Podróż zajęła mi tylko jakieś 10 minut co mnie zdziwiło bo o tej porze w stolicy zazwyczaj trafiam na korki. Wjechałam windą na najwyższe piętro i weszłam do naszego mieszkania. Od progu przywitały mnie pytania mamy "Jak w szkole?" i tak dalej. Byłam zdziwiona jej widokiem, bo odkąd się przeprowadziłyśmy rzadko widywałam ją w domu. Całkowicie pochłonięta była pracą. Przynajmniej miałam okazje poinformować ją o tym, że jutro po szkole ide z Ellie i Charlotte po sukienki na bal maturalny. Powiedziała mi, że wieczorem musi pojawić się w pracy co mnie akurat nie zdziwiło. 


Chodziłyśmy po mieście już dobre dwie godziny, ale nadal nic nam się nie podobało. Wchodziłyśmy do każdego sklepu i nadal nic. Zobaczyłyśmy jakąś ciekawą wystawe nowego sklepu i sprawdziłyśmy czy mają coś ciekawego. Po jakiejś godzine wreszcie znalazłam dla siebie idealną sukienke. Dziewczyny nadal mierzyły piękne suknie, ale wciąż nie były do żadnej przekonane. Naprawde nie chciało mi się tam bezczynnie siedzieć, więc gdy Charlotte była w przymierzalni powiedziałam Ellie, że ide do księgarni. Było już ciemno a ja nie znałam dobrze miasta więc nie czułam się zbyt dobrze. Postanowiłam po prostu iść przed siebie, najwyżej zapytam kogoś o drogę. Skręciłam w jakąś uliczke, co nie było dobrym pomysłem bo zauważyłam, że jakiś podejrzany typ idzie w moją strone. Od razu przyspieszyłam kroku i próbowałam go wyminąć. Nie udało, się złapał mnie swoimi silnymi ramionami. Uścisk był tak mocny, że miałam ochote rozpłakać się z bólu. 
- Nie bój się, chce się tylko z Tobą zabawić - gdy to usłyszałam zrobiło mi się niedobrze i łzy mimowolnie spłynęły po moich policzkach. Próbowałam się wyrwać, ale niestety bezskutecznie. 

środa, 5 marca 2014

Rozdział pierwszy.

Minął już tydzień odkąd przeniosłyśmy się z mamą do Amsterdamu. Pamiętam, że w dzieciństwie kiedyś przyjechałam tu z rodzicami i bardzo mi się podobało. Moja rodzicielka dostała tutaj cholernie dobrą oferte pracy plus mieszkanie. Jako, że  w Atlancie nie miałam wielu przyjaciół, nie byłam jakoś specjalnie lubiana, nie miałyśmy nic do stracenia przenosząc się tutaj. Nasze mieszkanie, choć niezbyt duże, jest bardzo przytulne no i jest w centrum, blisko mojego liceum co jest wielkim plusem. Od trzech lat żyjemy same z mamą, bo mój tata zginął w wypadku samochodowym. Nigdy nie zapomnę tego dnia, był najgorszym w moim życiu. Wracaliśmy z kolejnej niedzielnej kolacji u rodziny późnym wieczorem, więc widoczność była ograniczona, a warunki drogowe pozostawiały wiele do życzenia. Przejeżdżaliśmy właśnie mostem, gdy nagle coś wyskoczyło na droge, tata szybko skręcił, ale niestety zboczył z drogi i wpadliśmy do jeziora. Reszte pamiętam jak za mgłą. Lekarze powiedzieli, że ja i mama cudem uniknęłyśmy śmierci, ale niestety mojego ojca nie dało się uratować żadnym sposobem. Nienawidziłam siebie po tym wypadku tak bardzo, chciałam popełnić samobójstwo, ale moja rodzicielka w pore zareagowała. Popadłam w depresje. To był najgorszy okres w moim życiu. Do dzisiaj winię się za śmierć taty. Gdybym to ja umarła, gdyby to mnie nie odratowano. Mój ojciec dzisiaj by żył. Kiedy wróciłam do szkoły po tym zdarzeniu, wszyscy obchodzili się ze mną jak z jajkiem. Miałam jakieś pieprzone, specjalne traktowanie, które szczerze mówiąc nie było mi ani troche na ręke, bo każdy robił ze mnie ofiare. Za niczym co zostawiłam w Atlancie nie będe tęsknić z wyjątkiem grobu taty. Gdy miałam jakiś zły dzień czy gorzej się czułam zawsze szłam na cmentarz, pisałam w pamiętniku i opowiadałam mu o tym co jest u mnie nie tak. Zawsze miałam z nim bardzo dobry kontakt, zawsze mnie pocieszał i doskonale rozumiał. Tak bardzo mi go brakuje. Ale teraz zaczynamy z mamą nowe, mam nadzieje, że lepsze życie. Jedyny minus jest taki, że przepisałam się w połowie drugiego semestru. Mimo wszystko szybko się tu zaaklimatyzowałam i zawiązałam nowe przyjaźnie. 

Kolejny fascynujący dzień w szkole zaczęłam biologią, czyli najbardziej znienawidzonym przeze mnie przedmiotem. Lepiej być nie mogło. Potem fizyka i matma, czyli najgorsze przedmioty, z których w ogóle mi nie idzie, jakoś przetrwałam najgorsze, pierwsze lekcje. Gdy zadzwonił dzwonek sygnalizujący przerwe na lunch, każdy biegł do stołówki, żeby uniknąć kolejki po jedzenie. Każda paczka miała swój stolik przy którym zwykle siadała. Normalne liceum. Ja usiadłam z Ellie i Charlotte, najlepiej je znałam i zdecydowanie najlepiej się z nimi dogadywałam. Kiedy zajęłam swoje miejsce, zauważyłam, że na stołówke wszedł jakiś chłopak. Musze przyznać, nie dało się go nie zauważyć. Był cholernie przystojny. 
- Dziewczyny, kim jest ten chłopak? - zapytałam z ciekawością w głosie lekko wskazując na chłopaka z postawionymi na żel włosami. 
- Alex, to nie jest jakiś tam chłopak. To Justin Bieber. - Charlotte skarciła mnie wzrokiem. Przyznaje, że zaczynam się jej bać. 
- Większość lasek z naszej szkoły dałoby się pochlastać, żeby spędzić z nim chwile. To chyba najprzystojniejszy facet na naszej planecie. No spójrz na niego. Ale na twoim miejscu nie robiłabym sobie nadziei. Jeszcze żadnej dziewczynie nie udało się go zdobyć. - Ten chłopak zaczyna mnie coraz bardziej intrygować. Chociaż to troche dziwne, że dopiero teraz widze go po raz pierwszy.
Przerwa obiadowa dobiegła końca co oznaczało, że musze spieszyć do pracowni chemicznej, bo z tego co słyszałam nasz profesor nienawidził kiedy ktoś spóźniał się na jego lekcje. Usiadłam sama w ławce na końcu klasy, bo nie chciałam za bardzo rzucać się w oczy. Szybko notowałam coś w zeszycie kiedy poczułam czyjąś obecność obok siebie. Podniosłam wzrok i zobaczyłam, że ten chłopak ze stołówki siada obok mnie. Nie wiedziałam czy mam do niego jakoś zagadać czy coś, ale moje zastanowienia przerwał profesor Collins, który właśnie wszedł do klasy i oznajmił nam, że mamy dzisiaj pracować w parach. No, musze przyznać, że w takich parach moge pracować na każdej lekcji. Kiedy każda para zajęła się pracą i ja chciałam zrobić to samo. Justin się do mnie odezwał, a ja cieszyłam się z tego bardziej niż mała dziewczynka, która dostała cukierka.
- Jak podoba Ci się w Amsterdamie? - zapytał od niechcenia.
- Szczerze mówiąc to jest naprawde świetnie. - mój głos był przepełniony entuzjazmem, może aż za bardzo. Justin tylko się roześmiał i powiedział:
- Tak i niebezpiecznie. - chciałam zapytać co miał na myśli, ale on wyszedł z klasy, na co nauczyciel w ogóle nie zareagował, bo był pochłonięty lekturą. Co to kurwa było?

Prolog.

Nadal w to nie wierze.
Chociaż minęło tyle czasu ciężko mi się z tym pogodzić, z tak wielką dla mnie stratą. 
To tak jakbym straciła cząstkę siebie.
Wiem, że on już nigdy nie nazwie mnie swoją księżniczką,
nigdy mnie nie przytuli,
nigdy się obok niego nie obudzę, ani nie zasnę,
nigdy już nie pocałuje mnie w ten wyjątkowy sposób.
Nigdy nie będe w stanie pokochać kogoś tak bardzo jak jego. 
On był dla mnie wszystkim, dlatego to, że ode mnie odszedł, tak bardzo boli.
Codziennie muszę wstawać, iść między ludzi, 
udawać, że jest dobrze i uśmiechać się,
a oni muszą mi wierzyć. 
Strata pozostaje w człowieku, ból jedynie się zaciera. 
To już koniec, 
ale wiem, że on tu jest 
i już zawsze będzie przy mnie.