Minął już tydzień odkąd przeniosłyśmy się z mamą do Amsterdamu. Pamiętam, że w dzieciństwie kiedyś przyjechałam tu z rodzicami i bardzo mi się podobało. Moja rodzicielka dostała tutaj cholernie dobrą oferte pracy plus mieszkanie. Jako, że w Atlancie nie miałam wielu przyjaciół, nie byłam jakoś specjalnie lubiana, nie miałyśmy nic do stracenia przenosząc się tutaj. Nasze mieszkanie, choć niezbyt duże, jest bardzo przytulne no i jest w centrum, blisko mojego liceum co jest wielkim plusem. Od trzech lat żyjemy same z mamą, bo mój tata zginął w wypadku samochodowym. Nigdy nie zapomnę tego dnia, był najgorszym w moim życiu. Wracaliśmy z kolejnej niedzielnej kolacji u rodziny późnym wieczorem, więc widoczność była ograniczona, a warunki drogowe pozostawiały wiele do życzenia. Przejeżdżaliśmy właśnie mostem, gdy nagle coś wyskoczyło na droge, tata szybko skręcił, ale niestety zboczył z drogi i wpadliśmy do jeziora. Reszte pamiętam jak za mgłą. Lekarze powiedzieli, że ja i mama cudem uniknęłyśmy śmierci, ale niestety mojego ojca nie dało się uratować żadnym sposobem. Nienawidziłam siebie po tym wypadku tak bardzo, chciałam popełnić samobójstwo, ale moja rodzicielka w pore zareagowała. Popadłam w depresje. To był najgorszy okres w moim życiu. Do dzisiaj winię się za śmierć taty. Gdybym to ja umarła, gdyby to mnie nie odratowano. Mój ojciec dzisiaj by żył. Kiedy wróciłam do szkoły po tym zdarzeniu, wszyscy obchodzili się ze mną jak z jajkiem. Miałam jakieś pieprzone, specjalne traktowanie, które szczerze mówiąc nie było mi ani troche na ręke, bo każdy robił ze mnie ofiare. Za niczym co zostawiłam w Atlancie nie będe tęsknić z wyjątkiem grobu taty. Gdy miałam jakiś zły dzień czy gorzej się czułam zawsze szłam na cmentarz, pisałam w pamiętniku i opowiadałam mu o tym co jest u mnie nie tak. Zawsze miałam z nim bardzo dobry kontakt, zawsze mnie pocieszał i doskonale rozumiał. Tak bardzo mi go brakuje. Ale teraz zaczynamy z mamą nowe, mam nadzieje, że lepsze życie. Jedyny minus jest taki, że przepisałam się w połowie drugiego semestru. Mimo wszystko szybko się tu zaaklimatyzowałam i zawiązałam nowe przyjaźnie.
Kolejny fascynujący dzień w szkole zaczęłam biologią, czyli najbardziej znienawidzonym przeze mnie przedmiotem. Lepiej być nie mogło. Potem fizyka i matma, czyli najgorsze przedmioty, z których w ogóle mi nie idzie, jakoś przetrwałam najgorsze, pierwsze lekcje. Gdy zadzwonił dzwonek sygnalizujący przerwe na lunch, każdy biegł do stołówki, żeby uniknąć kolejki po jedzenie. Każda paczka miała swój stolik przy którym zwykle siadała. Normalne liceum. Ja usiadłam z Ellie i Charlotte, najlepiej je znałam i zdecydowanie najlepiej się z nimi dogadywałam. Kiedy zajęłam swoje miejsce, zauważyłam, że na stołówke wszedł jakiś chłopak. Musze przyznać, nie dało się go nie zauważyć. Był cholernie przystojny.
- Dziewczyny, kim jest ten chłopak? - zapytałam z ciekawością w głosie lekko wskazując na chłopaka z postawionymi na żel włosami.
- Alex, to nie jest jakiś tam chłopak. To Justin Bieber. - Charlotte skarciła mnie wzrokiem. Przyznaje, że zaczynam się jej bać.
- Większość lasek z naszej szkoły dałoby się pochlastać, żeby spędzić z nim chwile. To chyba najprzystojniejszy facet na naszej planecie. No spójrz na niego. Ale na twoim miejscu nie robiłabym sobie nadziei. Jeszcze żadnej dziewczynie nie udało się go zdobyć. - Ten chłopak zaczyna mnie coraz bardziej intrygować. Chociaż to troche dziwne, że dopiero teraz widze go po raz pierwszy.
Przerwa obiadowa dobiegła końca co oznaczało, że musze spieszyć do pracowni chemicznej, bo z tego co słyszałam nasz profesor nienawidził kiedy ktoś spóźniał się na jego lekcje. Usiadłam sama w ławce na końcu klasy, bo nie chciałam za bardzo rzucać się w oczy. Szybko notowałam coś w zeszycie kiedy poczułam czyjąś obecność obok siebie. Podniosłam wzrok i zobaczyłam, że ten chłopak ze stołówki siada obok mnie. Nie wiedziałam czy mam do niego jakoś zagadać czy coś, ale moje zastanowienia przerwał profesor Collins, który właśnie wszedł do klasy i oznajmił nam, że mamy dzisiaj pracować w parach. No, musze przyznać, że w takich parach moge pracować na każdej lekcji. Kiedy każda para zajęła się pracą i ja chciałam zrobić to samo. Justin się do mnie odezwał, a ja cieszyłam się z tego bardziej niż mała dziewczynka, która dostała cukierka.
- Jak podoba Ci się w Amsterdamie? - zapytał od niechcenia.
- Szczerze mówiąc to jest naprawde świetnie. - mój głos był przepełniony entuzjazmem, może aż za bardzo. Justin tylko się roześmiał i powiedział:
- Tak i niebezpiecznie. - chciałam zapytać co miał na myśli, ale on wyszedł z klasy, na co nauczyciel w ogóle nie zareagował, bo był pochłonięty lekturą. Co to kurwa było?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz