czwartek, 6 marca 2014

Rozdział drugi.

Ostatnia lekcja, nauczycielka strasznie przynudzała, a ja myślałam tylko o tej sytuacji na chemii. Co on miał na myśli, mówiąc mi, że tu jest niebezpiecznie? Może chciał mnie ostrzec? Przekazać mi w ten sposób żebym była ostrożna? Nie to odpada, niby po co miałby się mną przejmować, przecież w ogóle mnie nie zna. No i dlaczego on do cholery usiadł akurat obok mnie, było troche wolnych miejsc. Nawet nie znam tego chłopaka, a już mam tyle pytań. 
- Alex, a Ty  co myślisz o zachowaniu Romea? - nauczycielka wyrwała mnie z moich rozmyśleń. Nie była sympatyczna, była zupełnym przeciwieństwem tego słowa. Na moje oko miała z jakieś 50 lat i słyszałam, że wciąż nie ma męża, co mnie w sumie nie dziwi. W każdym bądź razie wiele o niej słyszałam i nie były to miłe rzeczy. 
- Ja, ja sądze, że był bardzo... odważny. - kompletnie nie wiedziałam co mam powiedzieć przez to, że nie uważałam,nie wiedziałam o co chodzi. Ale nauczycielka o dziwo mi odpuściła, tylko pokręciła głową i znalazła sobie inną ofiare. Poczułam wibracje sygnalizującą, że dostałam sms'a, szybko wyjęłam telefon i zobaczyłam, że jest on od Charlotte, która siedziała przede mną i patrzyła na mnie dziwnym wzrokiem. 
"Gadałaś z Justinem?" Skąd ona o tym wie? No tak to Charlotte,ona wie wszystko. Szybko odpisałam krótkie "tak" mając nadzieje, że da mi spokój, ale jednak się myliłam,bo po niecałej minucie dostałam odpowiedź.
"Lepiej bądź ostrożna Alex." Co to do cholery miało znaczyć? Czy ona mnie właśnie ostrzegła przed Justinem? Przecież nie może być aż tak źle. Zadzwonił dzwonek, więc wszyscy wybiegli z klasy tak szybko, jak tylko to było możliwe. Szybko wyszłam z klasy, niepotrzebne książki wsadziłam do szafki, wyszłam ze szkoły i zmierzałam w strone parkingu odczytując wiadomość od mamy. Poczułam, że na kogoś wpadłam i z wyraźną paniką w głosie kilkakrotnie go przepraszałam. Podniosłam wzrok i zobaczyłam, że to Justin. 
- Uważaj jak chodzisz jasne? -  rzucił chamsko, a jego oczy momentalnie pociemniały. Musze przyznać, że zaczynam się go bać. Myślałam, że zaraz mnie uderzy. Szedł teraz prosto na mnie, aż uderzyłam plecami o ściane. Naprawde się go bałam co chyba zauważył, bo przybliżył swoją twarz do mojej i wyszeptał tylko: 
- Boisz się? To bardzo dobrze. - i odszedł, a ja stałam tam jak sparaliżowana. Zaczynam myśleć, że Charlotte miała racje. Normalny człowiek po prostu przyjąłby przeprosiny i poszedł dalej w swoją strone, ale obawiam się, że Justin do takich ludzi nie należy, a szkoda. Jest cholernie przystojny ale sprawia wrażenie tajemniczego i niebezpiecznego co w pewnym sensie jest nawet pociągające ale do pewnych granic. Odpaliłam silnik i nim się zorientowałam parkowałam już pod domem. Podróż zajęła mi tylko jakieś 10 minut co mnie zdziwiło bo o tej porze w stolicy zazwyczaj trafiam na korki. Wjechałam windą na najwyższe piętro i weszłam do naszego mieszkania. Od progu przywitały mnie pytania mamy "Jak w szkole?" i tak dalej. Byłam zdziwiona jej widokiem, bo odkąd się przeprowadziłyśmy rzadko widywałam ją w domu. Całkowicie pochłonięta była pracą. Przynajmniej miałam okazje poinformować ją o tym, że jutro po szkole ide z Ellie i Charlotte po sukienki na bal maturalny. Powiedziała mi, że wieczorem musi pojawić się w pracy co mnie akurat nie zdziwiło. 


Chodziłyśmy po mieście już dobre dwie godziny, ale nadal nic nam się nie podobało. Wchodziłyśmy do każdego sklepu i nadal nic. Zobaczyłyśmy jakąś ciekawą wystawe nowego sklepu i sprawdziłyśmy czy mają coś ciekawego. Po jakiejś godzine wreszcie znalazłam dla siebie idealną sukienke. Dziewczyny nadal mierzyły piękne suknie, ale wciąż nie były do żadnej przekonane. Naprawde nie chciało mi się tam bezczynnie siedzieć, więc gdy Charlotte była w przymierzalni powiedziałam Ellie, że ide do księgarni. Było już ciemno a ja nie znałam dobrze miasta więc nie czułam się zbyt dobrze. Postanowiłam po prostu iść przed siebie, najwyżej zapytam kogoś o drogę. Skręciłam w jakąś uliczke, co nie było dobrym pomysłem bo zauważyłam, że jakiś podejrzany typ idzie w moją strone. Od razu przyspieszyłam kroku i próbowałam go wyminąć. Nie udało, się złapał mnie swoimi silnymi ramionami. Uścisk był tak mocny, że miałam ochote rozpłakać się z bólu. 
- Nie bój się, chce się tylko z Tobą zabawić - gdy to usłyszałam zrobiło mi się niedobrze i łzy mimowolnie spłynęły po moich policzkach. Próbowałam się wyrwać, ale niestety bezskutecznie. 

2 komentarze:

  1. świetne *o* czekam na nn. mam nadzieję, że szybko dodasz :)) @belieberbbee

    OdpowiedzUsuń
  2. jeju, cudowne rejhgjehjgkegjke napisz kolejny rozdział, proooooszę

    OdpowiedzUsuń